poniedziałek, 29 grudnia 2008

Recenzja: Kości - SunDro

Płyta SunDro jest moim pierwszym kontaktem z tym obiecującym głogowskim zespołem. Wcześniej, czyli jakieś 3 lata temu, a dokładniej w 2005 roku, Kości zaprezentowały światu krążek pod dosyć krótkim tytułem - „K”. Od razu przyznam, że o owej płycie słyszałem jedynie z czytanych recenzji, więc tak naprawdę słowa „słyszałem” nie powinienem używać. Ale przecież nie o tym albumie mowa w niniejszym tekście, prawda?

Słychać, słychać, że chłopaki dobrze czują to, co robią. Kości potrafią zagrać zarówno bardzo dynamicznie, jak i wprowadzić trochę spokoju akustycznymi akordami. Mimo, że początek jest trochę monotonny, gdyż dla mnie zbyt długo, w otwierającym płytę Lunares, powtarza się ten sam charakterystyczny motyw, to jednak zaraz potem słychać naprawdę ciekawy riff i niezły wokal. Idźmy dalej.

Gęsta mgła, cicho-sza z rana, uciekamy stąd
Nie ma nic, co chciałbym zmienić w miejscu tym
Mam to tu, mam to tam, zaraz uciekamy stąd
Teraz śpij, słodko śnij, ostatni – światło pstryk


I dostajemy mocno w twarz. Tak zaczyna się drugi utwór na płycie - Groźny. Spokojnie zaśpiewane wersy zwrotki i wyrazisty refren. Do tego dochodzą lekkie improwizacje, co można dostrzec szczególnie w końcówce utworu. W Usta me ogrzej słyszymy cover zespołu Breakout - gitara akustyczna na tle nasyconego emocjami wokalu. Naprawdę fajna sprawa.

W tych wszystkich dźwiękach, gdzieś zauważyłem wpływ, albo niewielkie inspiracje Queens Of The Stone Age. Nie wiem, czy to właściwy trop, ale naprawdę w utworze Sun Dro, bądź Sajsonki , gitarowe riffy, przypominają mi ciągle klimaty, które serwuje nam Josh Homme. Naprawdę coś, przynajmniej dla mnie - albo raczej dla tych dwóch sterczących z boku głowy narządów odbierajacych te, całkiem niezłe fale dźwiękowe, takiego tam siedzi. Czy można muzykę Kości nazwać stoner rockiem? Myślę, że delikatnie można taką etykietę zepołowi z Głogowa przykleić. Naprawdę delikatnie.

Mamy zatem dobre gitary i to faktycznie one odgrywają tu najważniejszą rolę - świetne riffy, zapętlenia i wiele innych rzeczy, które ze strunami można zrobić.

Wokół albumu, albo po prostu na nim samym, łatwo wyczuć wpływ muzyki psychodelicznej. Mamy tutaj dwa takie, typowo w tym klimacie utwory - Dom Moniewka i 11-. O ile ten pierwszy naprawdę może się podobać, to jednak odgłos cofającej się taśmy(w 11-) raczej odpycha niż przeciąga - ta ścieżka jest zbędna. Zatem psychodelia, psychodelia. No tak, na całej płycie słychać takowe inspiracje. Posłuchajcie zresztą Morfiny - czy już sam wokal o tym nie świadczy?

Zaznaczam, że nie jest to płyta aż tak szalona, jak na przykład Statek Kosmiczny Ścianki, nie jest aż tak wyrazista, ale jest nieźle pokręcona, jest dobra. Serio. Sami muzycy twierdzą, że to concept album - transowa, muzyczna podróż, ale bez konkretnego celu. Od siebie dodam, że może faktycznie jest to podróż bez celu, ale również jest to całkiem fajna wycieczka.

1. Lunares
2. Grozny
3. Usta me ogrzej
4. Dom moniewa
5. Morfina
6. Umysł ciągle drga
7. Sajsonki
8. De moon
9. Maji
10. Sun dro
11. 11-

Ocena: 7/10


kosci.art.pl
myspace.com/kosciband

Brak komentarzy: