Przeczytałem o nich jakiś czas temu w gazecie. Co?! Nie, nie o tą mi chodzi - to był jakiś dodatek kulturowy. I rozmowa z wokalistą, z Paulem Banksem. O Nowym Jorku opowiadał, o tym jak wpływa na niego to miasto i...Zaskoczony? Tak, dokładnie, to słowo pasuje świetnie. Spodziewałem się czegoś innego, w sensie gorszego, rozumiesz? Chociaż, chociaż porównania z Joy Division zachęcały, aby przyglądnąć się im trochę bliżej. No jak nie piszę? Już piszę, przecież widzisz. Zobaczysz, dlaczego byłem tak jebanie zaskoczony.
W to wszystko wprowadza nas Untitled. Senny, melancholijny głos wokalisty sprawiają, że wokół dźwięków tworzy się klimat trochę taki nawet oniryczny. Lubię wracać do tych 3 minut i 56 sekund. Uspokajają i wyciągają trochę z tego całego gówna, które często zalega w głowie.
W Obstacle 1 zdumiewa, cieszy, a nawet zachwyca świetne wykorzystanie trzech gitar. Do tego dochodzi pełen pasji wokal i kiedy to wszystko zlejemy w całość otrzymamy naprawdę coś mocnego. Świetny kawałek. Zresztą trudno mi znaleźć pośród tych 11 ścieżek słaby utwór. Nie ma czegoś takiego, że podczas słuchania krążka, dajmy na to w połowie, coś mnie na tyle drażni, że skipuję jakiś track. Naprawdę nie ma. I to niewątpliwa zaleta Turns On.
Dla mnie ten long play jest czymś, co mógłbym określić jako świeże. No tak, czymś świeżym, choć niektórzy twierdzą, że w muzyce nic nowego sie nie pojawia, a wszystko jest tylko nieudolną kopią, bądź rozwinięciem, tego, co tworzył zespół The Beatles. Prawda jest taka, że ciagle się coś wartego uwagi znajdzie i mam na myśli te rzeczy, które faktycznie zaskakują pozytywnie. No, ale wróćmy do Interpolu. Chłopaki z Nowego Jorku łączą punkową ekspresję ze specyficznym, przyciągającym uwagę i wciagającym wokalem Paula. Słychać to świetnie w już wcześniej opisanym Obstacle, słychać to drugim Obstacle, podobnie Say Hallo The Angels. Jest też ciszej, i o jednym takim kawałku już wspomniałem, ale co chcę zaznaczyć? Otóż to, że to jest dosyć fajnie wyważone. Jest głośno i jest także spokojnie. W odpowiednich proporcjach.
O tym już było, o tym też, tamto też, więc nie będę się powtarzał. No, ale jeszcze kilka słów o ostatnim utworze na Turns On - Leif Erikson. Dlaczego? Najbardziej mnie wkręcił. Zaczyna się od spokojnej, pulsujacej gitary, a po chwili słyszymy dosyć prosty rytm wprowadzony przez perkusitę. Muzycznie utwór ten może nie jest jakoś lepszy od tego, co słyszymy na początku, czy też w środku płyty. Ale wokal?!
Turn On The Bright Lights bardzo pasuje mi do słowa, które już kilka razy pojawiło się w tym tekście. Mam na myśli melancholię, bo właśnie w takich chwilach, powiedzmy, wypełnionych nią, lubię posłuchać tego krążka. Dobra to rzecz.
1. Untitled [3:56]
2. Obstacle 1 [4:11]
3. NYC [4:19]
4. PDA [4:59]
5. Say Hello to the Angels [4:28]
6. Hands Away [3:05]
7. Obstacle 2 [3:47]
8. Stella Was a Diver and She Was Always Down [6:27]
9. Roland [3:35]
10. The New [6:07]
11. Leif Erikson [4:00]
Ocena: +8/10
myspace.com/interpol
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz