sobota, 7 lutego 2009

Recenzje: Sonic Youth - EVOL

Wczoraj jadłem pomarańcze - skórki ciagle leżą uśpione na tym brązowym, beznadziejnym tależu i niepokojone przez nikogo mogą spokojnie spoczywać tak całkiem na lewo od lewej ręki. Do tego kubki, szklanki, do których boję się już zaglądać - mają tu swoje miejsca od tygodnia. Może dwóch? Ubrania rozpierdolone po całym łóżku, butelki, notatki na podłodze. Ale w sumie to jest całkiem spoko. Dobra, może na pierwszy rzut oka nie jest zbyt przyjemnie: aby coś napisać trzeba rozkopać wszystko z nadzieją, że znajdzie się jakaś czysta, pusta kartka; aby się czegoś napić muszę zwykle urządzić bieg do kuchni i sprawnie użyć wody z płynem. No muszę.

Jest tu trochę brudno, brudno w pozytywnym sensie, melodyjnie, ale są to dosyć specyficzne melodie - nie takie, które natychmiast wpadają w ucho, by równie szybko wyskoczyć z niego z krzykiem: aaa, spierdalam już! Melodie, które człowiek łapie czasami po drugim, trzecim przesłuchaniu, melodie otoczone masą zgrzytów, pisków i innych różnych dźwięków jakie mogą wydać drgające struny. No, ale dobra - trochę się rozpędziłem - zacznijmy od okładki...

W sumie jest brzydka: kobieta z zaciśniętymi zębami i z oczami pełnymi złości patrzy na nas, jakby chciała nas z miejsca zajebać. Wszystko w odcieniach fioletu, podobnie zresztą fioletowy jest sam tytuł płyty. EVOL. Czyli miłość pisana na wspak, prawie, że ćśołim - mam nadzieję, że nie czytaliście tego ostatniego słowa: ciężko się to wymawia. Ale czy ten kolor, ta kobieta, tytuł nie pasują do siebie!? Nie mamy tutaj czegoś w rodzaju cieszącej oczy okładki z napisem love, ale właśnie to, co widzicie wyżej z evolem. Fajna sprawa - mi się to zajebiście podoba.

Sonic Youth to jedna z tych grup, na które powołują się te wszystkie nowe młode zespoły rockowe. Dla dzisiejszej muzyki to mniej więcej coś takiego, jak The Velvet Underground dla kapel grających w latach 80tych. A idąc trochę dalej w przeszłość - Kurt Cobain musiał być fanem Sonic Youth. Dobrze zna ich pewnie też Beck - wpływ tego zespołu na muzykę rockową jest cholernie duży. No, ale płyta - w końcu zapomnę, że to o niej chciałem pisać.

Krążek jest pełen psychodelii. Widać(słychać), że zespół wtedy, a był to rok 1986, wybrał taką właśnie drogę - wprowadził do swojej muzyki elementy sprawiające, że tą muzykę słucha się nie tylko lewym i prawym uchem, te dźwięki się po prostu przeżywa.

Na Evol występują jednak też normalne, piosenkowe utwory. Wymienię chociażby Bubble Gum i Star Power. Świetnie się tego słucha, ale to nie one są największym plusem krążka. A co jest? Te wszystkie neurotyczne momenty, kŧórych znajduję mnóstwo w tych 39 minutach muzyki. Shadow Of A Doubt, w którym Kim Gordon na przemian szepcze i krzyczy. Jej głos, pełen erotyzmu i słowa: kiss me in the shadow of a doubt. Secret Girls, gdzie pełen niepokoju początek przechodzi w niezwykłą, nasyconą smutkiem melodię graną na fortepianie - te dźwięki zapamiętacie najbardziej z całeego EVOL. Expressway to Yr. Skull - siedmiominutowa kompozycja urzekająca głosem Moore'a. Ale to nie wszystko. Posłuchajcie co wyprawiają gitary w tym utworze - zanim przyjdzie moment wyciszenia zostajemy zaatakowani mocną dawką dźwięków. Albo tak: wali się na nas potężna ściana dźwięków. O tak!

Ale trzeba się w to wszystko wsłuchać. Nie raz, nie dwa - ta muzyka potrzebuje więcej czasu. Evol może wydawać się trochę chaotyczna, nieuporządkowana, ale kiedy poznacie się z nią lepiej, takie odczucia znikną. Tak więc, wszystkie te butelki, ubrania, worki, skasowane bilety, paragony, torby, klucze leżą tam, gdzie mają leżeć - tam jest ich miejsce - wtedy dwa razy silniej smakuje znalezienie czegoś wywołującego pozytywne emocje. U mnie jest to doniczka z miętą! Tak, to chore, ale znajoma prosiła mnie o opiekę nad roślinką. Gdyby nie ten cały nieporządek, nie rzucałaby się w oczy i zupełnie zapomniałbym o niej. I byłoby po niej. Właśnie! Muszę ją podlać.

1. Tom Violence (lyrics/vocals Moore) – 3:05
2. Shadow of a Doubt (lyrics/vocals Gordon) – 3:32
3. Starpower" (lyrics Thurston, vocals Gordon) – 4:48
4. In the Kingdom #19 (lyrics/vocals Ranaldo) – 3:24
5. Green Light" (lyrics/vocals Moore) – 3:46
6. Death to Our Friends – 3:16
7. Secret Girl (lyrics/vocals Gordon) – 2:54
8. Marilyn Moore" (lyrics Lydia Lunch and Moore, vocals Moore) – 4:04
9. Expressway to Yr. Skull (aka The Crucifixion of Sean Penn/Madonna, Sean and Me) (lyrics/vocals Moore) – 7:19
10. Bubblegum (Kim Fowley) (vocals Gordon, Ranaldo) – 2:49[CD bonus track]

Ocena: +9/10

Brak komentarzy: